piątek, 10 października 2014

Powracam po prawie roku zapomnienia. Dotychczas to miejsce nie było mi niezbędne do przeżywania swojego życia. Lecz nadeszła chwila, kiedy zdecydowałam się tu powrócić. Bez zbędnych ceregieli. Mimo że niewielu ludzi nawet nigdy nie dowie się, że ja właśnie TU kiedykolwiek istniałam. Stwierdziłam, że jednak potrzebny mi jest własny internetowy kąt, w którym opisze moje nader zwyczajne, ludzkie, kobiece odczucia. Jesień. Wieczór. Październik. Melancholia. Rok jak co roku. Z jedną małą zmianą. Może nie wcale tak małą. Poczułam się KIMŚ. Poczułam się wartościowa. Poczułam się kochana, doceniona, ważna. Poczułam, że jestem kimś dla kogoś. Poczułam, że żyję!

Pomimo tego wszystkiego jest mi smutno. Wariatka, uznacie. Może i tak. Może i nie.
Przyczyną jest tęsknota. Kto jej nigdy nie zaznał, nie wie, jak bardzo uczucie to może zniszczyć Twoje wnętrze i Ciebie całego od środka. Ja walczę. Moim przyjacielem jest kalendarz, ja odliczam każdy dzień,
z każdą nocą, pójściem spać, zdaję sobie sprawę, że jestem coraz bliżej mojego celu. Mojego Kochanego celu. Kocham słuchać Jego głosu, kocham Jego troskę, kocham jego śmiech. Kocham Jego. Kocham Go.
Z każdym dniem tak blisko, ale równocześnie tak daleko...Życie. Nie ma lekko. Nie ma łatwo. Każdy trud się kiedyś opłaci. Z każdym dniem musisz liczyć się z poświęceniem, a każde poświęcenie wiąże się
z oddaniem, każde oddanie z tym, jak bardzo ci zależy. Wtedy uświadamiasz sobie, kim tak naprawdę jest ta druga osoba. I ile dla ciebie znaczy.
Piszę tu, bo ostatnio czuję, jakbym nie mogła z nikim porozmawiać. O tym, co czuję. Piszę tu. Osobiste przemyślenia. Ból wzmacnia nas samych, stajemy się silniejsi. Lecz kiedy wreszcie nadchodzi ten czas, kiedy jesteśmy razem, jest to uczucie nie do opisania... jesteśmy razem! <3 przetrwamy.

poniedziałek, 25 listopada 2013


horror.

Zaczynam na nowo. Zaczynam po raz enty.
Nauka mnie przytłacza, tyle spraw, trudnych, dorosłych. nie wiem, czy ja tak potrafię. nie wiem, czy ja potrafię się w tym wszystkim odnaleźć. Nowe życie, nowe konto, nowa karta, tabula rasa.
Jestem zwykłym szarym człowiekiem, kolejną literką X w tym wielkim, szarym mieście. 
Moja głowa jest pełna myśli, męczących, szczególnie przy poduszce. gdy głowa ciężka, gdy głowa nie śpi, ja mam spać? Czy kiedykolwiek, gdziekolwiek, odszukam ... tę literkę Y, to istnienie, któremu równie dobrze, mogłaby być przyporządkowana inna literka X, która byłaby z nim w relacji spójnej i nieprzechodniej? Życie. To matematyka, czysta logika, sens egzystencji? 
Bazujesz na matematyce, polegasz jej, bo niby jest królową nauk, a ona tylko bardziej ukazuje swoje drugie, nieobliczalne oblicze. 
Łudzę się, że w tym wielkim, szybkim, pędzącym świecie można jeszcze znaleźć osoby, które polubią nie ciebie, tylko Ciebie, nie będziesz dla nich ty, tylko Ty, które ofiarują swój czas dla Ciebie i nie wykorzystają jako osoby 'na pocieszenie'.
Ja chyba już nie mam nadziei. Jestem realistką. Za każdym razem ja. Za każdym razem trafia się to mnie. Moja psychika znów zdeptana, Igreku i Igreku zniszczyliście to wspólnie. To, na co pracowałam tak długo. To, co jeszcze niedawno wydawało mi się nowym atutem. To, co tak mnie cieszyło. To, co w końcu zyskałam.
Nie, nie mogło to długo trwać. 
Po co?
Gratuluję. Kolejny raz jestem w kropce i w błędnym kole nienawiści.
Do siebie.
Udało się wam.
Zadowoleni?

środa, 1 maja 2013


Jeszcze nigdy nie czułam się jak w tej chwili. Mam tyle spraw na głowie, każda ważniejsza od drugiej, przerasta mnie to powoli. Śpię kilka godzin, budzę się, patrzę w lustro i nie mogę pogodzić się z tym, kogo widzę po drugiej stronie. Mimo, że jakąś tam małą walkę zakończyłam sukcesem. Nie wystarcza mi to. Ciągle mówię sobie, że to za mało. Że nigdy nie będę wystarczająco dobra. Zawsze w środku głos mówi mi, że jestem kiepska, okropna, nic nie warta. Że nie osiągnę niczego. Że jestem słaba. A przez jakąś chwilę miałam chociaż cząstkę, która dodawała mi wiary w siebie. Jeszcze tak niedawno. Jeszcze tak niedawno myślałam, że jednak coś się odmieni. Że jednak to inne życie pisane jest także i mnie. Ale nie. Jak zwykle się zawiodłam. Na moich głupich paranojach i marzeniach. Na głupich wyzwaniach i wyznaniach. Nie, wszystko nieprawda. A ja już mam dość bycia osobą, która wszystko toleruje. Granica kiedyś się kończy.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Po co mi ten melancholijny nastrój teraz? PO CO, JA SIĘ PYTAM?!
Nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś powiedział mi coś tak DOSADNIE, szczególnie, iż osoba ta wydawała mi się dość bliska. To znaczy, myślałam tak do tej pory. Widać, że bardzo się myliłam. Powiem wprost, jeśli komuś nie pasuje jak wyglądam, jak się zachowuję, co robię, co myślę, jakimi ścieżkami podążam, to ma problem. I to chyba ze sobą. Jeżeli ktoś chce mnie zmieniać na siłę, niech się zastanowi. Po co w ogóle mu znajomość ze mną? Czy ja jestem pieprzoną zabawką? Jak jeszcze nie dorosło się do tego, aby przestać się bawić, to może czas zmądrzeć?!
hóińazgżypńom.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Tak śmiało, wszyscy bądźmy skur.wielami. Nie miejmy uczuć do innych, nie miejmy litości, nie miejmy przywiązania. Żyjmy i nie przejmujmy się niczym.
Chcę tak kiedyś komuś skopać tyłek, tak jak ludzie robią to mnie.
Dlaczego ja zawsze brnę w coś co nie ma przyszłości? Bo jestem głupia.

sobota, 30 marca 2013


zima zima zima zima brrrr

Zupełnie nie czuję świąt. To na pewno przez pogodę. To na pewno przez to, że znowu przygotowania minęły nie wiadomo jak szybko, a święta jak szybko przyjdą, tak szybko odejdą. Nie czuję ich również dlatego, że nauka mnie popędza. Zegar maturalny tyka i tyka, a czas nie stanie, ani się nie cofnie. Przeciwnie. A ja nie robię nic, żeby go chociaż w jakimś małym stopniu zaoszczędzić. Marnotrawię nanosekundy, następnie sekundy, minuty, kwadranse, godziny, dni. W konsekwencji całe tygodnie. 
Czy jest to warte tego całego zachodu? Marnotrawię czas na coś, na co pewności nie mam. W sumie, nie marnotrawię. Korzystam z czasu w sposób odmienny niż powinnam. 
(?)  

wtorek, 26 marca 2013

Chcę być znowu taka szczęśliwa, zwariowana i młoda jak na tym zdjęciu. Mam już dość opisywania tej cholernej nostalgii, która mnie dopadła. Nie potrafię się już cieszyć. Ciągle mnie coś dobija. Ciągle mnie coś niepokoi. Kiedyś tak nie było. Jeśli tak ma już być do końca, to ja dziękuję za takie bycie dorosłą. Co mi to dało? Nie wiem, chyba tylko kawałek plastiku w portfelu.

Wszyscy faceci są jednak tacy sami. Bez wyjątku. Szkoda mi nawet na to wszystko bezsensownego stukania w klawiaturę. Co mi da wypisywanie zbędnych słów na tej stronie? Czy to coś kogoś nauczy? Nie, bo ten ktoś nawet nie wie o istnieniu tego bloga. I najprawdopodobniej nigdy się nie dowie. Jedyne w co muszę uwierzyć, to w samą siebie. Nie dać się. Znam swoją wartość. Drugi raz nie dam sobą rządzić. Już raz się przejechałam. Nienawidzę siebie za to, że za bardzo się we wszystko angażuję. Nie mogę tego w sobie znieść. 

Jestem słaba. Piszę wszystko co mi nasuwa się teraz na myśl. Nikt nie zrozumie, nikt nie wie, nikt nie pomoże, nikt nie chce, nikt nie ma pojęcia, nikt nie słucha, nikt nie widzi, nikt nie chce wiedzieć, nikt, nikt, nikt, nikt, nikt.

Jestem żałosna. Jeżeli kiedykolwiek mogłabym stanąć ze sobą twarzą w twarz, dałabym sobie po mordzie.