poniedziałek, 25 listopada 2013


horror.

Zaczynam na nowo. Zaczynam po raz enty.
Nauka mnie przytłacza, tyle spraw, trudnych, dorosłych. nie wiem, czy ja tak potrafię. nie wiem, czy ja potrafię się w tym wszystkim odnaleźć. Nowe życie, nowe konto, nowa karta, tabula rasa.
Jestem zwykłym szarym człowiekiem, kolejną literką X w tym wielkim, szarym mieście. 
Moja głowa jest pełna myśli, męczących, szczególnie przy poduszce. gdy głowa ciężka, gdy głowa nie śpi, ja mam spać? Czy kiedykolwiek, gdziekolwiek, odszukam ... tę literkę Y, to istnienie, któremu równie dobrze, mogłaby być przyporządkowana inna literka X, która byłaby z nim w relacji spójnej i nieprzechodniej? Życie. To matematyka, czysta logika, sens egzystencji? 
Bazujesz na matematyce, polegasz jej, bo niby jest królową nauk, a ona tylko bardziej ukazuje swoje drugie, nieobliczalne oblicze. 
Łudzę się, że w tym wielkim, szybkim, pędzącym świecie można jeszcze znaleźć osoby, które polubią nie ciebie, tylko Ciebie, nie będziesz dla nich ty, tylko Ty, które ofiarują swój czas dla Ciebie i nie wykorzystają jako osoby 'na pocieszenie'.
Ja chyba już nie mam nadziei. Jestem realistką. Za każdym razem ja. Za każdym razem trafia się to mnie. Moja psychika znów zdeptana, Igreku i Igreku zniszczyliście to wspólnie. To, na co pracowałam tak długo. To, co jeszcze niedawno wydawało mi się nowym atutem. To, co tak mnie cieszyło. To, co w końcu zyskałam.
Nie, nie mogło to długo trwać. 
Po co?
Gratuluję. Kolejny raz jestem w kropce i w błędnym kole nienawiści.
Do siebie.
Udało się wam.
Zadowoleni?

środa, 1 maja 2013


Jeszcze nigdy nie czułam się jak w tej chwili. Mam tyle spraw na głowie, każda ważniejsza od drugiej, przerasta mnie to powoli. Śpię kilka godzin, budzę się, patrzę w lustro i nie mogę pogodzić się z tym, kogo widzę po drugiej stronie. Mimo, że jakąś tam małą walkę zakończyłam sukcesem. Nie wystarcza mi to. Ciągle mówię sobie, że to za mało. Że nigdy nie będę wystarczająco dobra. Zawsze w środku głos mówi mi, że jestem kiepska, okropna, nic nie warta. Że nie osiągnę niczego. Że jestem słaba. A przez jakąś chwilę miałam chociaż cząstkę, która dodawała mi wiary w siebie. Jeszcze tak niedawno. Jeszcze tak niedawno myślałam, że jednak coś się odmieni. Że jednak to inne życie pisane jest także i mnie. Ale nie. Jak zwykle się zawiodłam. Na moich głupich paranojach i marzeniach. Na głupich wyzwaniach i wyznaniach. Nie, wszystko nieprawda. A ja już mam dość bycia osobą, która wszystko toleruje. Granica kiedyś się kończy.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Po co mi ten melancholijny nastrój teraz? PO CO, JA SIĘ PYTAM?!
Nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś powiedział mi coś tak DOSADNIE, szczególnie, iż osoba ta wydawała mi się dość bliska. To znaczy, myślałam tak do tej pory. Widać, że bardzo się myliłam. Powiem wprost, jeśli komuś nie pasuje jak wyglądam, jak się zachowuję, co robię, co myślę, jakimi ścieżkami podążam, to ma problem. I to chyba ze sobą. Jeżeli ktoś chce mnie zmieniać na siłę, niech się zastanowi. Po co w ogóle mu znajomość ze mną? Czy ja jestem pieprzoną zabawką? Jak jeszcze nie dorosło się do tego, aby przestać się bawić, to może czas zmądrzeć?!
hóińazgżypńom.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Tak śmiało, wszyscy bądźmy skur.wielami. Nie miejmy uczuć do innych, nie miejmy litości, nie miejmy przywiązania. Żyjmy i nie przejmujmy się niczym.
Chcę tak kiedyś komuś skopać tyłek, tak jak ludzie robią to mnie.
Dlaczego ja zawsze brnę w coś co nie ma przyszłości? Bo jestem głupia.

sobota, 30 marca 2013


zima zima zima zima brrrr

Zupełnie nie czuję świąt. To na pewno przez pogodę. To na pewno przez to, że znowu przygotowania minęły nie wiadomo jak szybko, a święta jak szybko przyjdą, tak szybko odejdą. Nie czuję ich również dlatego, że nauka mnie popędza. Zegar maturalny tyka i tyka, a czas nie stanie, ani się nie cofnie. Przeciwnie. A ja nie robię nic, żeby go chociaż w jakimś małym stopniu zaoszczędzić. Marnotrawię nanosekundy, następnie sekundy, minuty, kwadranse, godziny, dni. W konsekwencji całe tygodnie. 
Czy jest to warte tego całego zachodu? Marnotrawię czas na coś, na co pewności nie mam. W sumie, nie marnotrawię. Korzystam z czasu w sposób odmienny niż powinnam. 
(?)  

wtorek, 26 marca 2013

Chcę być znowu taka szczęśliwa, zwariowana i młoda jak na tym zdjęciu. Mam już dość opisywania tej cholernej nostalgii, która mnie dopadła. Nie potrafię się już cieszyć. Ciągle mnie coś dobija. Ciągle mnie coś niepokoi. Kiedyś tak nie było. Jeśli tak ma już być do końca, to ja dziękuję za takie bycie dorosłą. Co mi to dało? Nie wiem, chyba tylko kawałek plastiku w portfelu.

Wszyscy faceci są jednak tacy sami. Bez wyjątku. Szkoda mi nawet na to wszystko bezsensownego stukania w klawiaturę. Co mi da wypisywanie zbędnych słów na tej stronie? Czy to coś kogoś nauczy? Nie, bo ten ktoś nawet nie wie o istnieniu tego bloga. I najprawdopodobniej nigdy się nie dowie. Jedyne w co muszę uwierzyć, to w samą siebie. Nie dać się. Znam swoją wartość. Drugi raz nie dam sobą rządzić. Już raz się przejechałam. Nienawidzę siebie za to, że za bardzo się we wszystko angażuję. Nie mogę tego w sobie znieść. 

Jestem słaba. Piszę wszystko co mi nasuwa się teraz na myśl. Nikt nie zrozumie, nikt nie wie, nikt nie pomoże, nikt nie chce, nikt nie ma pojęcia, nikt nie słucha, nikt nie widzi, nikt nie chce wiedzieć, nikt, nikt, nikt, nikt, nikt.

Jestem żałosna. Jeżeli kiedykolwiek mogłabym stanąć ze sobą twarzą w twarz, dałabym sobie po mordzie.

poniedziałek, 25 marca 2013


Ach. Kolejny dzień minął. Kolejny dzień niewiedzy. Kolejny dzień dziwności. Kolejny dzień pustki wewnętrznej. Kolejny dzień   n i c z e g o .
Tak naprawdę ostatnio czuję, jakbym żyła jako dwie osoby. Jedna udaje szczęśliwą, stwarza pozory normalności, a druga krzyczy w środku, że wszystko się wali, jest źle, niestabilnie, po prostu. Obie osoby sprzeczają się ze sobą i nie mogą dojść do konsensusu. Najlepiej czują się, kiedy mogą odpocząć od spraw codziennych w samotności. Czyli nigdy.
Natłok rzeczy do zrobienia, rzeczy, które dawno powinny być już zrobione, a także sprawy, które powinny być już wyjaśnione ciągną się w nieskończone. Czas pędzi, pędzi, pędzi, a moje dwie osoby wciąż się sprzeczają i nie mogą się pogodzić. Jedna z nich pragnie się uczyć, bo wie, że coraz mniej czasu, a druga wymyśla jakieś niestworzone, chore scenariusze, które tak naprawdę nigdy się nie spełnią. 
No i po co mi ta cała druga osoba?
Ja też tego nie wiem. Ale gdy próbuję się jej pozbyć, wraca niczym natręt.

wtorek, 19 marca 2013

rozterki i te sprawy.

Nieustanny bieg czasu, który z perspektywy przemijania mojego skończonego już, dziecinnego życia, zasmuca jeszcze bardziej. Gdy byłam mała, marzyłam, aby być dorosłą. Ale co to znaczy być dorosłą? Dorosłą, w sensie pełnoletności czy dorosłą, w sensie mentalnym? Te dwie rzeczy wykluczają siebie wzajemnie. Będąc dzieckiem, czy nawet nastolatką w okresie wkraczania w świat nieco doroślejszy, miałam zupełnie inne wyobrażenie świata. Miłość? Ach, to takie piękne, radosne, bezbolesne uczucie. Teraz już wiem, że nie ma miłości bez euforii, smutku, goryczy, przepaści, nostalgii, tęsknoty, zaufania, wiary, nadziei czy rozpaczy. Zauroczenie? To pochodna miłości, która często zaślepia wszystkie nasze zmysły, a dostarcza powyższych epitetów ze zdwojoną siłą. 
Zdarzyło się tak, że się zauroczyłam. W sumie- przez przypadek. Normalnie, zwyczajnie, beztrosko, wspaniale. Straciłam rachubę czasu. Nic mnie nie obchodziło. Kompletnie. Może poza przyjaciółmi. Wiedziałam, że jest ktoś, komu mogę zaufać. W sumie... nadal w to wierzę. Wierzę? Bardzo chcę. Bardzo nie chcę cierpieć, bardzo chcę pociągnąć wszystko dalej, ale nie mam punktu zaczepienia. Nic nie wiem. A może jednak wiem zbyt wiele?
Będąc szczęśliwym nie dopuszczamy do siebie myśli, że może stać się najgorsze. Przez kolejnych kilkanaście dni byłam radosna, wesoła, zabiegana, pełna sił, energii, wigoru. Tylko po to, aby jednego dnia wszystko pękło. Cała radość życia została zgaszona kubłem zimnej wody.
Nie jestem stworzona do szczęścia, a może po prostu nie potrafię go wykorzystać. Albo za bardzo przejmuję się zdaniem innych, ot, tak sobie. Chcę powiedzieć sobie, że muszę być silna, niezależna, ufać sobie, nie zważać na innych, ale nie potrafię. Wierzę jednak, że ludzie się zmieniają, a każdy zasługuje na drugą szansę.




Brnąć w to dalej czy nie brnąć? Na to pytanie odpowiem, jeśli będę pewna, czy w ogóle coś niecoś wyniknie.
Potrzebuję uspokojenia i ramienia do przytulenia, zdecydowanie.

piątek, 25 stycznia 2013


Doznaję jakiejś epilepsji wewnętrznej. Naprawdę. Nie wiem co mnie dopadło, mam chęć napisania wszystkiego od początku do końca, coś się we mnie zmienia.
Uświadomiłam sobie obecność przemijania. Przeważnie jest to przypadłość ludzi wieku podeszłego, dokonujących podsumowań w swoim życiu.
Najwidoczniej jestem "zdziadziała" w swoim pokoleniu.
Mam żal sama do siebie, że będąc dzieckiem nie wykorzystałam w pełni tego, co mogłam, tego, do czego byłam zachęcana. Nie, ja musiałam postawić na swoim, uprzeć się. Niestety, upór jest moją wadą. Tak samo jak i lenistwo.
I kiedy zdałam sobie sprawę, że chyba wiem, co chciałabym w życiu robić, okazuje się, że jest już za późno, bo wszystko zaprzepaściłam.
Mówi się, że nie ma rzeczy niemożliwych, jednakże w tym przypadku, maksyma ta się nie sprawdza. Przeważnie będąc dzieckiem, uważa się, że jest się najmądrzejszym w całym otoczeniu, wszystko wie się lepiej i nie słucha się starszych. Ma się satysfakcję, że przecież stawiając na swoim, wybiera się mądrze i- co więcej- odpowiedzialnie. Banał.
Nie wiem, czy jesteście w stanie przeczytać to do końca, są to w końcu moje odczucia wewnętrzne. Tak naprawdę to nie jestem pewna, czy wiecie, o co mi chodzi. Tak, widzicie tu pełno słów, które wyglądają na zaczerpnięte ze słownika. Nie chciałam, aby zostało to odczytane jakom e g a l o m a ń s k a pisanina. 
Chciałam się z czymś zmierzyć. Czy tak naprawdę jestem zdolna, aby moje słowa zachęciły kogoś do przeczytania tego wszystkiego? Mam kilka celów, które pewnie się nie spełnią. Mówię to z poczuciem typowego Polaka, narzekającego na wszystko i odnajdującym w życiu tylko złą stronę medalu. Nie chcę tego. Dlatego decyduję się na lekkie zmiany w życiu. Tak, aby potem jeszcze bardziej niczego nie żałować.